Luke Wilson
wiek: 17 LAT
dar: SOKOLE OKO
kolor: BŁĘKIT
kamień: NIEBIESKI TOPAZ
korpus: XI - FEHER
WYGLĄD
Kruczo czarne włosy, opadają mu w lekkich falach na czoło. Mama nauczyła go je układać, żeby zawsze wyglądały schludnie, bo w końcu takie fale ciężko doprowadzić do ładu, a jemu jakoś zawsze zależało, żeby nie wyglądać jak strach na wróble. Powieki jasnoniebieskich oczu ma lekko opadnięte, jakby dopiero wstał. Efektu takiego dodają również sińce pod oczami, a nisko osadzone, czarne brwi, dokładnie jak u ojca, sprawiają, że unosi się wokół niego aura tajemniczości. A poza tym sprawia wrażenie ogólnie znudzonego i wkurzonego wszystkim wokół, dlatego niewiele osób postanawia się z nim zaprzyjaźnić. Oczywiście Chris Lee jest dokładną odwrotnością wszystkich i tylko dlatego się w ogóle znają.
OSOBOWOŚĆ
Od urodzenia mieszkał w Jinshil, ale nigdy nie było tam zbyt wielu dzieci, dlatego czas spędzał głównie samotnie na czytaniu książek, albo obserwowaniu natury - w tym ludzi, z którymi bał się rozmawiać, a mimo wszystko fascynowali go. Bardzo szybko zainteresowała go psychologia człowieka, behawiorystka i zagadki kryminalne. Odkąd otrzymał swój medalion i stał się wojownikiem, ma głębokie poczucie odpowiedzialności za lokalną społeczność, nawet jeśli sam nie czuł się jakoś specjalnie jej częścią. Nie znał wielu ludzi ani w miasteczku Jinshil, ani w liceum, do którego chodził. Lubił samotność i spokój, ale kiedy ktoś potrzebował pomocy, był gotów wyjść ze swojej strefy komfortu.
INNEDorastał jako jedyny syn młodego, zamożnego małżeństwa. Oboje, matka i ojciec, pracowali w dużych firmach na wysokich stanowiskach, dlatego nie mieli zbyt wiele czasu, aby zajmować się dzieckiem. Mimo wszystko starali się, jak mogli i bardzo kochali Luka. Kiedy był dzieckiem zajmowały się nim nianie – najczęściej były to starsze panie (w ciągu roku szkolnego), a w wakacje nastolatki, które chciały sobie dorobić. Niestety Luke nigdy nie widział się ze swoimi dziadkami, rzekomo dlatego, że mieszkali na drugim końcu kraju, ale wszyscy wiedzieli, że transport w Halldarze był wysoce rozwinięty. Domyślał się, więc, iż rodzice musieli się z nimi kiedyś strasznie pokłócić i od tamtej pory już więcej się ze sobą nie kontaktowali.
W każde wakacje jako rodzina we troje wyjeżdżali na północne wybrzeże Santos. Luke nigdy nie miał nic przeciwko, zwłaszcza, że widywał tam ludzi, którzy miewali nadprzyrodzone moce (jak wcześniej nazywał to w swojej głowie). W rzeczywistości były to Medaliony - a dokładniej korpus 29. Santos - wojownicy Królestwa. Kiedy sam stał się jednym z nich i to we własnym miasteczku, jego chęć podróżowania do Santos znacznie zmalała, na rzecz potrzeby służby i pomocy w miejscu, za które był odpowiedzialny, czyli Jinshil.
Jeżeli chcesz być kochany, musisz dać od siebie coś, co wiesz, że ktoś inny kocha. [...]
[...]Ten głupawy śmieszek nauczył mnie, że nie musisz stawać się kimś, kogo ktoś inny mógłby pokochać, ale w końcu ktoś pokocha ciebie za to, kim ty już jesteś.